piątek, października 10, 2008

Google Earth i Virtual Earth - zamiana partnerów

Zdjęcia satelitarne jakie możemy podziwiać w Google Earth i Virtual Earth pochodzą od dwóch firm: DigitalGlobe i GeoEye. W obu programach znajdziemy co prawda jeszcze dane od NASA, a w GE dodatkowo od francuskiego SPOT Image, ale ich rozdzielczość wynosi jedynie kilka (SPOT) - kilkanaście (Landsat) metrów, a nie jeden metr lub lepiej, co ma miejsce w przypadku produktów DG i GEye.

DigitalGlobe posiada satelitę QuickBird (wystrzelony w 2001; rozdzielczość 60cm), z którego pochodzi wiekszość zdjęć w Google Earth. To, co widzimy w GE jest efektem umowy na wyłączność (tzn. że inne serwisy nie mogły wykorzystywać tych zdjęć) zawartej pomiędzy DG a Google. Google zyskało dzięki niej dostęp do archiwum zdjęć, na których sfotografowano setki milionów kilometrów kwadratowych terenów z całego świata. Nie oznacza to jednak, że całość znalazła się w GE - wystarczyło włączyć warstwę DigitalGlobe i zobaczyć ilu zdjęć brakuje; podobnie z jakością - w wielu miejscach umieszczono sceny z wysokim zachmurzeniem lub wręcz zrobione w zimie, choć w katalogu DG istniały o wiele lepsze jakościowo (za to pewnie sporo droższe...). [przy ilościach kupowanych przez Google cena 1 mili kwadratowej wynosiła podobno kilka dolarów, ceny detaliczne są co najmniej kilkunastokrotnie wyższe]

GeoEye jest właścicielem IKONOSa (wystrzelony w 1999 przez firmę Space Imaging, przejętą później przez ORBIMAGE, która to następnie zmieniła nazwę na GeoEye; rozdzielczość 80cm). Zebrane przez tego satelitę dane znalazły się w Virtual Earth (tu również istniała odpowiednia umowa Microsoft - GEye, ale nie uniemożliwiała ona innym wykorzystania danych - przykładem Yahoo Maps).
Archiwum Ikonosa również obejmuje setki milionów kilometrów, jest jednak mniejsze od QuickBirda.

W ubiegłym roku do floty DigitalGlobe dołaczył WorldView-1, mogący poszczycić się zdolnością rozdzielczą na poziomie pół metra, natomiast we wrześniu br. GeoEye wysłało na orbitę GeoEye-1 o podobnej rozdzielczości (teoretycznie 40cm, w praktyce dostępne będą zdjęcia 50cm).

Jednak tym razem danych GeoEye nie znajdziemy w produkcie Microsoftu, bowiem Google podpisało kolejny "exclusive deal" właśnie z tą firmą. Umowa dotyczy jedynie GeoEye-1 i nie obejmuje Ikonosa. Z drugiej strony Google nadal kupować będzie zdjęcia DigitalGlobe, ale już nie na wyłączność. Kontrakt z DG podpisał niedawno Microsoft, dzięki czemu w Virtual Earth znajdzie się o wiele więcej obszarów w wysokiej rozdzielczości (tak, w końcu doczekamy się uaktualnień dla Polski!).

Oczywiście i tak większość uważa GeoEye-1 za "satelitę Google" (no bo przecież logo było na rakiecie...) i każde wykonane przez niego zdjęcie za "zdjęcie zrobione dla Google" (podobnie było z WorldView-1, gdy obowiązywała jeszcze poprzednia umowa z DigitalGlobe). Jednak znaczna część ( jeśli nie większość) zdjęć jest wykonywana dla zupełnie kogo innego - mianowicie NGA (National Geospatial-Intelligence Agency) czyli amerykańską agencję wywiadowczą (jedną z wielu zresztą...). "Firemka" ta przeznaczyła po ponad 200 milionów dolarów na skonstruowanie GeoEye-1 i WorldView-1. A kto płaci, ten może wymagać - np. by nikt poza nią nie dostał zdjęć lepszych niż 50cm.

Obie firmy mają w planach kolejne (czytaj: jeszcze lepsze) satelity: w przyszłym roku startuje WorldView-2 (rozdzielczość 46cm), a w 2011 lub 2012 na orbicie ma się znaleźć GeoEye-2 o rozdzielczości 25cm (oczywiście wszystkie te centymetrowe rozdzielczości będą dostępne jedynie dla NGA et consortes...).

poniedziałek, września 29, 2008

Wrzesień w skrócie

  • Wystrzelono GeoEye-1 - satelita ten może się pochwalić największą zdolnością rozdzielczą spośród wszystkich satelitów komercyjnych (40cm dla zdjęć panchromatycznych), jednak owa najwyższa rozdzielczość nie będzie dostępna dla wszystkich - zdjęcia takie zarezerwowane są jedynie dla rządu USA i jego agencji, reszta będzie się musiała zadowolić "marnymi" 50cm...
  • Aktualizacja Google Earth - z co ciekawszych obszarów należałoby wymienić Słowację, która obecnie w całości jest pokryta zdjęciami lotniczymi, na wyższą rozdzielczość załapały się też praktycznie całe polskie góry (zamiast starego Landsata mamy teraz 3x lepszego francuskiego Spota) a także kawałki wybrzeża (Mierzeja Helska i okolice)
  • Koniec lata to sezon huraganów u wybrzeży USA - zniszczenia wywołane przez Ike'a i Gustava można oglądać na zdjęciach dostępnych w Google Earth i NASA World Wind (w przypadku WW nie jest konieczne pobieranie żadnych dodatków, wystarczy po prostu uaktywnić warstwę ZoomIt!>NOAA Hurricane ERI>Ike; co ciekawe zdjęcia te zostały udostępnione w internecie zaledwie w kilka godzin po wykonaniu nalotu, a kolejne kilka godzin zajęło dodanie ich do WW) [zdjęcia można też obejrzeć na stronie WWW]
  • Po różnego rodzaju wirtualnych globusach i planetariach przyszedł czas na trójwymiarowe mapy mórz i oceanów - Virtual Ocean, bo o nim mowa, oparty jest na programie GeoMapApp, a ten z kolei wykorzystuje World Wind Java - w VO znajdziemy niedostępne nigdzie indziej dane dot. ukształtowania dna oceanicznego, tektoniki, geologii, klimatu itp.
  • Nowa wersja Virtual Earth i Live Search Maps - zmian jest sporo (szczegóły na oficjalnym blogu), chyba najciekawszą i najbardziej cieszącą oko jest dodanie realistycznych trójwymiarowych chmur do VE 3D (tworzone są one w oparciu o rzeczywistą pogodę na danym obszarze)
  • Nowe Stellarium - wersja 0.10 tego najładnieszego komputerowego planetarium przynosi odnowiony interfejs, zwiększoną wydajność, efekty wizualne typu zanieczyszczenie światłem oraz możliwość rozbudowy o pluginy

piątek, sierpnia 29, 2008

Sezon ogórkowy

Również w świecie wirtualnych globusów wakacje to okres zastoju - nie dzieje się nic ciekawego i godnego uwagi. Bo czy można za takie uznać:

  • nową wersję (oznaczoną numerkiem 500) ESRI ArcGIS Explorera, w której brak wielkich zmian (te przyjdą dopiero w wydaniu 600)
  • uaktualnienia warstw geograficznych w Google Earth (jedna i druga) lub zdjęcia StreetView dla Australii i Japonii
  • kilka tutoriali dot. World Wind Java (bardziej dla programistów niż zwykłych użytkowników) [ale to i tak lepsze od całkowitego braku aktywności w pracach nad World Wind .Net]
  • wystrzelenie 5 mikrosatelitów o rozdzielczości 6,5m
?

Pojawiają się za to "perełki" takie jak ta o "odkryciu" przy pomocy Google Earth zmysłu magnetyzmu u krów. Jak tego dokonano? Niemiecki pan profesor obejrzał sobie w GE kilka tysięcy muciek i wyszło mu, że ustawiają się one w kierunku bieguna magnetycznego... Jestem pełen podziwu dla tej niezwykłej metodyki badań naukowych. Naukowcy z Niemiec celują chyba w IgNobla (a może im się nudziło i stworzyli hoaxa lub dziennikarze znowu czegoś nie zrozumieli?).
A tak na poważnie:

  • korelacja nie oznacza od razu związku przyczynowo-skutkowego, więc nawet jeśli rzeczywiście krowy skierowane były w kierunku północy magnetycznej, to niekoniecznie musi to świadczyć o posiadaniu przez nie jakiegoś szóstego zmysłu
  • wyciąganie wniosków o całej populacji na podstawie niewielkiej próbki umieszczonej w bardzo zbliżonych warunkach (w końcu zdjęcia w GE robione są przy braku zachmurzenia i o zbliżonej porze czyli koło południa, więc może krowy po prostu odwracają się tyłem do Słońca?) - jak natomiast zachowałyby się podczas deszczu lub o wschodzie/zachodzie?
  • jak rozpoznać krowę na zdjęciu w GE? skąd pewność, że to co widzimy jest krową właśnie, a nie koniem lub po prostu kupką ziemi? Nawet jeśli mamy taką pewność, to liczba miejsc ze zdjęciami wysokiej rozdzielczości jest nieporównywalnie mniejsza do tej z 15m/px - ile milionów krów tam się ukrywa? A i owa "wysoka rozdzielczość" to wciąż trochę mało, by dokładnie określić orientację krowy - trzeba by dokładności rzędu jednego stopnia, a tego się nie da uzyskać na podstawie kilkunastopikselowej obłej plamki...

Na koniec mała poprawka: jest jeden ciekawy news - Microsoft udostępnił w końcu PhotoSynth, produkt ze sporym "wow factor", świetnie nadający się dla właścicieli cyfrówek ciągle naciskających na spust migawki (teraz prezentacja setki zdjęć z jednego miejsca nie będzie już taką męczarnią dla ich rodzin i znajomych).

czwartek, lipca 31, 2008

Lipcowe linki

poniedziałek, czerwca 30, 2008

Tour de France 2008 w Google Earth

tour de francePodobnie jak to było w poprzednich latach, również i w tym roku przygotowałem dodatek pokazujący trasę wyścigu Tour de France. Dane pochodzą (jak zwykle) ze strony niemieckiej stacji ARD - dostępne są tam zarówno tracki w formacie gpx jak i kml.

tour de france 2008 w google earthW dodatku oprócz przebiegu wszystkich etapów tegorocznego Le Tour znalazły się również profile trasy (dostępne w dymkach, które pokazują się po kliknięciu na danym etapie w panelu Miejsca) oraz podstawowe informacje dotyczące wybranego etapu - długość, miejsce startu i mety, dzień... (klikając link Details otworzymy oficjalną stronę wyścigu, na której zawarto wiele szczegółowych informacji nt. wybranego odcinka).

Download: Tour de France 2008.kmz [375KB]

tour de france 2008 - prolog, paryż tour de france 2008 - etap 15, prato nevoso
Ostatni etap: Paryż, Pola Elizejskie / Etap 15: Prato Nevoso, Włochy (1440m n.p.m.)


tour de france 2008 w nasa world windDla użytkowników NASA World Wind: (to są jeszcze tacy? ;)
Powyższy plik kmz powinien od biedy (tzn. zachowane zostaną tracki, ale znikną opisy tras-dymki) dać się otworzyć w WW (sprawdzone na jednym z ostatnich buildów 1.4.1, nie wiem jak będzie ze stabilną oficjalną wersją 1.4.0). Dlatego lepiej już będzie skorzystać z pliku xml, do którego dodałem część brakujących informacji (trzeba otworzyć Layer Manager i rozwinąć odpowiednie wpisy - pod każdym etapem krótki opis, kliknięcie na numer etapu otwiera stronę wyścigu).

Download: Tour deFrance 2008.xml [968KB]
(instalacja: wrzucić do katalogu Config/Earth i uruchomić WW albo wybrać File->Earth jeśli jest już uruchomiony)

sobota, maja 31, 2008

Google Earth w przeglądarce

Nowy produkt w wersji beta prosto od Google - plugin umożliwiający odpalenie GE w przeglądarce. Wtyczka przeznaczona jest dla przeglądarek Internet Explorer, Firefox, Netscape, Mozilla i Flock (ale tylko w Windows XP lub Vista - czyli tak jak Virtual Earth Microsoftu).

Różnice miedzy pluginem a normalnym GE? Niezbyt wielkie - nie ma co prawda całej tej "otoczki" (menu, przyciski, lista warstw), tylko samo okienko z mapą, ale reszta jest niemal identyczna pod względem wyglądu i funkcji: przyciski do nawigacji, budynki 3D, atmosfera + dzień/noc, tryb nieba...

Najważniejsze jest jednak API, służące do kontrolowania i modyfikowania osadzonego na stronie okienka z globusem. I podobnie jak to było z Google Maps API, dzięki któremu co druga strona internetowa może poszczycić się lepszą lub gorszą mapką (nawet jeśli nie jest to do niczego potrzebne), tak i teraz można się spodziewać wysypu dziesiątek tysięcy rożnego rodzaju webaplikacji i mashupów (ech... te buzzwordy :)

A jak to wygląda w praktyce? Nie miałem zbyt dużo czasu na zabawę, ale plugin działał szybko i nie sprawiał wrażenia "ociężałego" (w przeciwieństwie do takiego World Wind Java). Z drugiej strony w ciągu tych kilku minut wyskoczyło kilka informacji z błędami, a wtyczka potrafiła zawiesić całą przeglądarkę na kilkanaście sekund.

Kilka przykładów wykorzystania wtyczki (najciekawszy i najfajniejszy jest Monster Milktruck).


A skoro już mowa o 3D w przeglądarce - model Sztokholmu (Java, więc działa na wszystkich systemach) [via OgleEarth]